Po pierwsze autentyczność. Kilka myśli o harcerstwie niezależnym.
Od kilku, góra kilkunastu lat zjawisko odłączania się pojedynczych drużyn czy szczepów od wielkich organizacji przybiera na sile. Zjawisko to budzi często zdziwienie kolegów-instruktorów czy rodziców harcerzy, zaczyna cieszyć się zainteresowaniem badaczy (wspomnę tylko znakomitą prof. hm. Katarzynę Marszałek); zapewne niedługo zainteresuje też władze państwowe tej czy kolejnej kadencji (brak prawnie wiążącej definicji organizacji harcerskich rodzi wątpliwości co do interpretacji przepisów, zwłaszcza dotyczących organizacji wypoczynku).
Działacze małych organizacji powinni więc mieć gotową dobrą odpowiedź na kluczowe pytania: po co istniejecie? Dlaczego to wam, a nie komu innemu, mamy powierzyć swoje dzieci? Jaki z tego pożytek dla nich i społeczeństwa? Można się nie zgadzać z systemem wychowawczym ZHP czy ZHR; nie można natomiast odmówić im profesjonalizmu. Nad opracowaniem dokumentów tych i innych dużych organizacji pracują kilkudziesięcioosobowe zespoły instruktorskie, często wsparte doświadczeniem zawodowym swoich członków jako pedagogów, psychologów, ewaluatorów itp.; najistotniejsze zmiany są często poprzedzone szeroko zakrojoną baterią badań i pilotaży. Żadna mała organizacja nie jest w stanie zreplikować podobnej teoretycznej głębi.
Co możemy więc zaoferować w zamian? Moim zdaniem przede wszystkim autentyczność, to znaczy komfort pracy z systemem wychowawczym, w którego tworzeniu odegraliśmy ważną rolę, a zatem – który rozumiemy, akceptujemy i umiemy wdrożyć.
Ile drużyn w dużych organizacjach harcerskich modelowo wypełnia postanowienia ich regulaminów? – praktyka podpowiada, że niewiele; w swojej 6-letniej praktyce kierowania jednostkami ZHP sam łamałem niektóre z pełną premedytacją. Taki rozkrok między dokumentami, a rzeczywistością nie sprzyja jednak spójności organizacji czy skuteczności jej oddziaływań wychowawczych; rodzi wątpliwości co do zasady świadomości celów; nade wszystko zaś stanowi fatalny dla harcerzy przykład „cwaniakowania”.
Widzę trzy rozwiązania tego problemu
- rozwodnić system wychowawczy do granic bezkształtności;
- poświęcić niemal całą energię zwierzchnich władz na nadzorowanie drużynowych;
- budować ruch harcerski oparty na niezależności lokalnych środowisk (kadrowej, finansowej, ideowo-programowej…).
Przez „środowisko” rozumiem tu jednostkę na tyle dużą, by móc dać swoim członkom pełne harcerskie wychowanie i własnymi siłami kształcić przyszłe pokolenia instruktorów; zarazem jednak na tyle małą, by jej członkowie stanowili realną wspólnotę, zdolną opierać proces decyzyjny na poszukiwaniu konsensusu. Za najbardziej naturalny rodzaj środowisk uważam szczepy lub jakiś ich ekwiwalent; w zależności od uwarunkowań mogą to być jednak drużyny czy kręgi, małe hufce, a nawet wyjątkowo sprawne patrole.
Autonomia środowisk także „wzdłuż”
Jeśli zgodzimy się, że autentyczność jest istotniejszym od teoretycznej doskonałości kryterium oceny systemów wychowawczych oraz definiującą cechą harcerstwa niezależnego – musimy zarazem uznać, że autonomia środowisk musi rozciągać się nie tylko „wszerz”, ale i „wzdłuż”, to znaczy – między pokoleniami.
Wychodząc ze swojej organizacji macierzystej i zmieniając na potrzeby nowego modelu działania na przykład rotę Prawa Harcerskiego (brawo Czarny Szlak!), książeczkę sprawności czy granice grup metodycznych, musimy zarazem zaakceptować ich otwartość na przyszłe zmiany przez naszych wychowanków – bądź co bądź osobistym przykładem udowodniliśmy, że takie, a nie inne ich rozstrzygnięcie nie jest dla harcerstwa sprawą tożsamościową.
Co za tym idzie – w samodzielnych środowiskach należy zerwać z rozumieniem harcerstwa jako „prostego” czy „niezmiennego”, kształcić przyszłych instruktorów tak, by stać ich było na refleksję nad tożsamością ruchu i narzędziami, w których się ona objawia. Jeżeli uznamy nasze własne doświadczenie „buntu” za pozytywne, odmówienie tego samego prawa przyszłym pokoleniom wydaje mi się wręcz hipokryzją.
Postawię jeszcze śmielszą tezę – udział w układaniu środowiska „po swojemu”, sąd nad jego dotychczasową praktyką, może być nie tylko efektywną formą zarządzania harcerskim wychowaniem, ale i doskonałą formą samowychowania młodzieży, zgodną z harcerską zasadą naturalności – czy jest wyraźniejsza rozwojowa potrzeba starszych nastolatków i młodych dorosłych, niż przekształcanie zastanej rzeczywistości w imię ideałów?
Tożsamość, tradycja i zmiana
Nie jestem jednak relatywistą (w każdym razie na pewno nie bezkrytycznym): harcerzem nie jest każdy, kto ledwie chce się nim nazywać. Przewodnią zasadą wszelkich zmian musi być ciągłość tożsamości opartej na żywej tradycji ruchu harcerskiego i skautowego.
Ciężko mi zarazem zaproponować definitywny opis nieprzekraczalnych cech metody. Przy całym swoim talencie pisarskim definitywnej syntezy nie pozostawił po sobie Robert Baden-Powell; do późniejszych prób można zgłaszać różne zastrzeżenia, choćby takie, że powstały w ramach i na potrzeby organizacji o diametralnie odmiennej od harcerstwa niezależnego strukturze i specyfice.
Zresztą nawet ZHP posiada de facto dwa obowiązujące opisy metody: autorski (notabene niedawno znowelizowany) i wynikający z konstytucji WOSM i WAGGGS. Kwerenda różnorodnych ujęć i rozwiązań stosowanych przez ruch skautowy na całym świecie bardzo szybko oduczy nas wygodnych uogólnień.
Nie zamierzam więc żadnej próby ujęcia harcerstwa podnosić do rangi dogmatu – byleby każda organizacja posiadała dojrzałe i zakorzenione w dotychczasowej praktyce rozumienie fundamentów ruchu i własnej partykularnej tożsamości. W pewnym sensie właśnie proces zmian w sposobie działania dostarcza okazji do medytacji nad tym, co powinno być niezmienne.
Jeżeli boimy się, że naszym wychowankom „zagubi” się coś kluczowego – czy w istocie nie poddajemy w wątpliwość naszej własnej zdolności do przekazu metod i ideałów ruchu? Prawdziwe harcerstwo, prowadzone przez kompetentnych instruktorów, w kolejnym pokoleniu pozostanie prawdziwym harcerstwem.
Podsumowując
Nie zgodzimy się raczej w niczym innym – moje rozumienie harcerstwa jako otwartej dla wszystkich drogi do dobrego życia i lepszego świata jest niemal antytezą projektu Czarnego Szlaku, z założenia elitarnego i ugruntowanego w religijnych wartościach (w jakimś sensie podejścia te są „koncentratami” z tendencji naszych organizacji macierzystych). Być może jednak jesteśmy w stanie zaakceptować, że:
- Harcerstwo niezależne, to znaczy ogół niezależnych środowisk, jest rozwijającym się i wartościowym nurtem szerszego ruchu harcerskiego;
- Podstawą naszej wartości wychowawczej jest autentyczność naszego sposobu działania;
- Zachowanie autentyczności w dalszej perspektywie czasowej wymaga połączenia otwartości na zmiany z dbałością o ciągłość tożsamości;
- Uwolnieni od konieczności uspójnienia systemu i wyborczych porachunków na zjazdach, jesteśmy sobie w stanie więcej „wybaczyć” – znaleźć przestrzeń na realne braterstwo i wzajemną inspirację mimo niekiedy rażących różnic.
Z nadzieją na zgodę szczególnie w ostatniej kwestii – kończę śląc braterskie pozdrowienie.
Czuwaj!
