– baner artykułu

Kogo ZHR ze swych szeregów wykluczać powinien

W rozmowach moich z Szalonym Poświstem, wraca niczym bumerang temat ostatnio postulowanej zmiany, na mocy której można kogoś dożywotnio wykluczyć z ZHRu. Posuwa mnie to do zastanowienia się: 

  1. Dla kogo jest ZHR (do jakich ludzi jest skierowany)? 
  2. Gdzie można postawić granicę? Kogo można (albo powinno się) dożywotnio wykluczyć z ZHRu?

Zawsze uważałem ZHR i harcerstwo ogółem za drogę do bycia najlepszą wersją siebie. W tym sensie ZHR jest dla mnie spadkobiercą myśli i idei pitagorejczyków, szukających najlepszej ze swych wersji. 

Pitagorejczycy próbowali ujrzeć przeznaczenie każdego bytu, każdej rzeczy. Wszystko ma swój cel istnienia i powinno go odnaleźć, a później wypełniać. Tylko to wiedzie bowiem do szczęścia. 

Posłużmy się tu legendą o orle wychowanym przez kury. Orzeł ten wraz ze swoją rodziną dziobał ziemię i sypiał na grzędzie. Mimo to jednak marzył o wzniesieniu się wysoko w przestworza i szybowaniu ponad chmurami. Zgodnie z wersją opowieści nigdy nie poleciał, jednak czuł że jego życie może (albo i powinno) być inne. Widział, że inny jest sens jego istnienia niż znoszenie jaj i bycie ugotowanym w rosole. Co więcej, zapewne jako nioska nie przynosił największych korzyści, a raczej straty. Orzeł nie stał się najlepszą wersją siebie, był raczej najgorszą z możliwych wersji kury.

 

Harcerstwo ma w moim mniemaniu zapobiec takiemu obrotowi spraw, ma pomóc nam znaleźć nasze powołanie. Ma uczynić z nas ludzi świadomych ścieżki, którą podążają i wartości, którymi się kierują. Zarazem, nadal wracając do pitagorejczyków, pokazuje, że nie jest to droga dla wszystkich.

 Cco więcej droga harcerska niekoniecznie będzie słuszna dla każdego przez całe jego życie. I ta pokora odróżnia nas od pitagorejczyków, którzy choć uważali, że różne są drogi dla różnych, to własną uważali za najwznioślejszą. 

Harcerstwo nie powinno popadać w taką pychę i chyba tego nie robi, wszak stale inspiruje się i wskazuje jako wzór osoby, które harcerzami nigdy nie były, albo dawno już nie są. Wracając do przykładu kur, możemy powiedzieć że harcerstwo jest jak kurnik, idealny dla kur, ale zgubny dla orłów czy dzięciołów. Być może lepszym przykładem jest jeszcze sytuacja antylopy wychowanej przez lwy. Mimo troski lwicy, mimo starań antylopy, nie była ona w stanie żyć w tej rodzinie. Nie radziła sobie z polowaniem, a dieta mięsna była dla niej nie do przyjęcia. Podobnie może być z harcerstwem, które części osób może podcinać skrzydła i hamować dalszy rozwój. 

Sytuacja jest jednak trudniejsza niż w przypadku antylopy. Po pierwsze skutek nie jest tak drastyczny. Można żyć, funkcjonować, ba nieraz nawet czerpać niejaką radość z bycia we wspólnocie, która jednak nie tylko nas nie rozwija, ale wręcz hamuje. 

Wielki hamulec rozwoju

Sprawa ta ma jeszcze inny aspekt, na który warto zwrócić uwagę. To, co mogło być na pewnym etapie życia dobre może przestać takim być w późniejszym jego etapie. Znamy takie przykłady z dzieciństwa. Jeżdżenie na rowerku z bocznymi kółkami jest dobre dla dziecka, ale nadchodzi moment, aby kółka te odpiąć i nauczyć się trzymać równowagę tylko na dwóch. Na początku zawsze jest to trudne. Początkujący kolarz traci poczucie bezpieczeństwa, równowagi. Nie raz na początku upada, co nie jest miłe. Jeśli jednak wytrwa i nauczy się jazdy jednośladowej, odsłoni się przed nim całe piękno jakie przemieszczanie się na rowerze dać może. Poczuje czar pędu i będzie się dziwić, że mógł lubić jeździć z bocznymi kółkami. Z harcerstwem nie raz jest podobnie. Stwarza nam ono poczucie przydatności, komfortu, bezpieczeństwa. Jednak w rzeczywistości może hamować nasz rozwój, a nawet powodować cofanie w nim. 

Kto być harcerzem powinien? 

Posunąć nas to może do dwóch wniosków: 

  1. a) harcerstwo skierowane jest do ludzi, którzy pragną stać się najlepszą wersją siebie; 
  2. b) nadejść może moment, w którym harcerstwo nie będzie dłużej pomagało w rozwoju. 

 

Odnośnie punktu a) pragnąłbym jeszcze raz zaznaczyć: harcerstwo niekoniecznie jest drogą do doskonałości i nie jest nią dla każdego. W moim odczuciu powinno być raczej okresem, szansą, na rozeznanie swojej drogi i jej odnalezienie. To tłumaczy młody wiek, w jakim jest większość harcerzy i harcerek (zuchów, wędrowników, etc.). W końcu zdobywając nawet stopień HRa w regulaminowym wieku 18-tu lat, człowiek nadal jest młody. I ma czas aby, po jego odnalezieniu wypełnić swoje powołanie. 

 

Wszystko to pchać nas może do konkluzji, odrzucenia drogi harcerskiej i działania zupełnie odwrotnie do jego założeń i z odrzuceniem jej wskazań. I to też będzie sukces wychowawczy. Przyniesie bowiem odnalezienie istoty (sensu życia?). 

W związku z tym harcerstwo powinno nie tyle dyktować jakąś konkretną drogę i uczyć odtwórstwa, ile pokazywać różne ścieżki i uczyć rozpoznawania potrzeb (na ile to robi pozostawiam do oceny Drogiej Czytelniczce/Czytelnikowi). 

Akcja Mojżesz 

Podpunkt b) łączy się dla mnie z punktem 2. Problem jest moim zdaniem w pewien sposób ten sam. Jak rozeznać, że oto nadszedł ten moment? 

Czy z ZHRu powinno się wyrzucać wszystkich harcmistrzów i harcmistrzynie posiadające stopień HRa? Przecież założenia organizacji nie dają im więcej przepisowych możliwości rozwoju. Z drugiej jednak strony ktoś musi kształcić i prowadzić kolejne pokolenia… 

Paradoks Makaka 

Dawno temu, chyba gdy byłem jeszcze zastępowym wraz z moim przyjacielem Makakiem lubowaliśmy się w zabawie myślowej. W myśl jej założenia zastanawialiśmy się jak ZHR miałby postąpić gdyby przybył do niego człowiek idealny. Być może byłby to Adam lub Ewa

sprzed zerwania owocu, być może Chrystus, a może po prostu ktoś kto posiada wszelkie wartości i umiejętności nauczane przez ZHR. W każdym razie osoba, która w ZHRze niczego nauczyć się już nie może. Doszliśmy szybko do konkluzji, że powinien od razu otrzymać stopień harcmistrza i HRa oraz zostać zaraz po tym wyrzucony z ZHRu, nie mógłby się w nim bowiem bardziej rozwijać. Jednak gdyby był idealny mógłby chcieć zostać, aby pomóc innym. Tu natrafiliśmy na inny problem. Harcerstwo opiera się naszym zdaniem na wzajemnej nauce i samodoskonaleniu osób. Zatem osoby błądzące uczą się od innych błądzących. Popełniamy błędy razem, razem wyciągając z nich wnioski. To dla tego dużo ważniejszym narzędziem dla nauki w harcerstwie będzie wspólne przygotowany wyjazd niż podróż z biurem podróży (nawet jeśli w jego rolę wciela się doświadczona komenda zgrupowania). Ta druga opcja mimo że bardziej profesjonalna, nie pozwala nam bowiem popełniać błędów w czasie planowania, wyklucza zarazem wyciąganie płynących z tych potknięć wniosków. Nie uczy nas niczego, nie rozwija, nie wychowuje młodego pokolenia. 

Kogo wykluczać? 

Jednak poprawka usuwająca kogoś dożywotnio z ZHRu nie dotyczyłaby zapewne starych i zasłużonych harcmistrzów, ani instruktorów, którzy są (w jakimś stopniu) idealni. Zatem o kogo w niej może chodzić? 

Powiedzieliśmy już sobie, że harcerstwo ma być sposobem do znalezienia swojego powołania, komu zatem i kiedy można tego odmówić, a wręcz zakazać? Pierwsza kategoria, którą mógłbym wymienić to osoby jednoznacznie przeciwne sposobowi działania i wartościom harcerstwa. Można sobie taką sytuację wyobrazić. Ciężej jednak pomyśleć sobie, że taka osoba z jakiegoś powodu miałaby w harcerstwie być. Logicznie powinna raczej chcieć jak najszybciej uciec z miejsca, w którym jest jej (prawdopodobnie) bardzo źle. Oczywiście taki człowiek może zmienić zdanie i pragnąć wówczas wstąpić ponownie do harcerstwa. Gdybyśmy nałożyli na niego dożywotni zakaz, nie mógłby tego jednak uczynić. Czy zatem w jego wypadku miałoby to sens? 

Inna sytuacja. Jakaś instruktorka/instruktor dopuścili się jakiegoś czynu haniebnego, mocnego kalibru np. molestowania. Taką osobę można by dożywotnio wykluczyć. Pojawia się tu jednak dla mnie pewna kwestia., Mianowicie osoba taka będzie posiadała wpis w rejestrach prawnych, zatem i tak nie będzie mogła przekazywać najmłodszym swojej wiedzy. I tu ZHR nie będzie miał nic do powiedzenia. Czy mu się to podoba czy nie, prawo stoi ponad nim. Po co zatem taką osobę wykluczać? 

Jednak może się zdarzyć, że ktoś dopuści się czynu haniebnego, jednak nie powodującego zakazu wychowawczego, weźmy za przykład jakieś machlojki finansowe. W takiej sytuacji, gdy zostanie ona ujawniona, spotka winnego z pewnością ostracyzm otoczenia. Wątpliwe więc, czy wiedząc, że źle się o nim mówi za jego plecami (a może i prosto w twarz? Choć nie zdarza się to często) będzie on chciał przebywać w takim towarzystwie. Wreszcie można by takiej osobie nie udzielić absolutorium, co wszak ma swoje skutki. Rozważmy jeszcze jeden przypadek. Oto osoba o poglądach skrajnych, niedopuszczalnych. Porównania do zbrodniczych ideologii narodowego socjalizmu, czy stalinizmu cisną się same. Czy taką osobę powinniśmy wykluczyć? Powiedzieliśmy już sobie wyżej, że może ona jednak zmienić poglądy, zatem zakaz dożywotni jest ryzykowny. Po za tym kiedy mamy uznać, że jakieś poglądy są zbyt radykalne? Czy możemy ustalić konkretną granicę?

 

Sięgnijmy po przykład nie tak oklepany, a zarazem z harcerstwem związany. Czy publicznie agitując przeciw prezydentowi ks. Lutosławski przekroczył tę granicę? Czy stało się to dopiero kiedy słowa jego i jemu podobnych spowodowały haniebny mordy na prezydencie Narutowiczu? Czy zatem gdyby organizacja zawczasu wykluczyła jemu podobnych, potępiła ich słowa, odcięła się od nich postawy, mogłaby zapobiec albo przynajmniej sprzeciwić się złu? A może do czasu, gdyby nie dojdzie do tragedii należy mieć nadzieję i próbować przekonać radykałów o niesłuszności ich podjęcia? Z jednej bowiem strony to słowa kształtują rzeczywistość. Za nim Niewiadomski skierował lufę Browninga w plecy prezydenta, w Narutowicza wciskano na ulicach kamieniami i bryłami lodu. Z drugiej jednak strony nie zwracał się on [Lutosławski] wprost o zabójstwo prezydenta, określał go tylko mocnymi epitetami. Odwołajmy się do mitologii. Czy wiedząc że Parys doprowadzi do zniszczenia miasta, Trojańczycy mieli prawo go zabić w dzieciństwie, aby zapobiec tej tragedii? 

 

Obarczona podobnym problemem polityka niemiecka, mówi o konieczności przeciwdziałania, o obowiązku moralnym nie dopuszczenia po raz wtóry do tragedii. Jednak i tam problem stanowi postawienie granicy, kiedy można stwierdzić, że czyjeś poglądy powinny być zakazane. Kiedy jest to już niedopuszczalna retoryka? 

Przemiana i wybaczenie 

Wracając do pytań z początku, a zarazem spinając je w jakąś klamrę. Harcerstwo powinno, moim zdaniem, dawać szansę poszukiwania drogi dla siebie, nie powinno być zatem, mówiąc mową harcerską, celem, ale metodą. Powinno umożliwiać poszukiwanie i testowanie różnych rozwiązań, zapewniając zarazem niejakie bezpieczeństwo. Trudno w takiej sytuacji wykluczyć jakiegokolwiek chętnego do podjęcia tej drogi, decyzja taka musiałaby być arbitralna i zawsze byłaby obarczona poczuciem niesprawiedliwości. Pamiętać przy tym jednak należy, że harcerstwo, poprzez swoje sformalizowanie i hierarchię jakieś granicę stawiać musi. Pytanie tylko gdzie je postawić? Pytanie również czy nie powinny być one zależne, zarówno od czasów, jak i każdego indywidualnego przypadku. Wszak może być, że komuś o radykalnych poglądach harcerstwo pomoże z nich wyjść i zobaczyć inaczej świat. Gdyby zaś możliwość działania w harcerstwie mu odebrano, pogrążyłby się jeszcze bardziej w towarzystwie ludzi skrajnych i dodatkowo zradykalizował. Co, jak wiemy, może prowadzić do skutków nieodwracalnych i zgubnych, jak chociażby grupy islamskich ekstremistów. 

Tutaj jakieś podsumowanie trzy zdaniowe? Myśl końcowa, zaproszenie do dyskusji?

 

Całe moje rozważania opierają się na założeniu, że harcerstwo ma służyć rozgrzaniu swojej drogi. Czy jest to podejście błędne mam nadzieję, że nie. Niemniej istnieją być może odmienne koncepcje, a każda z nich może pociągać za sobą inne odpowiedzi na postawione przeze mnie pytania. 

*** 

Drogiej Czytelniczce niezrozumiałym wydać się może użycie terminu Akcji Mojżesz w odniesieniu do usuwania z organizacji osób “zbyt starych” (raczej duchem niźli jak chodzi o

metrykę). Odwołanie to oczywiście tyczy się Biblijnego prawodawcy. Jak pamiętamy, miał on prowadzić lud przez lat czterdzieści po pustyni, mimo iż droga tego nie wymagała. W czasie wędrówki dochodziło przeciwko niemu do licznych buntów z najbardziej spektakularnym, kiedy odlano posąg cielca. Po innym z buntów Mojżesz wygnał z obozu część starszyzny. Była ona bowiem nośnikiem starego-niewolniczego myślenia i nie pozwalała reszcie ludu nauczyć się nowego podejścia do życia. Tak samo, być może usunięcie części zasiedziałych osób, ukazałoby całej organizacji jaki jest cel harcerskiej drogi. Może odejście z organizacji, w celu wypełniania powołania stałoby się tak oczywiste, jak oczywistym jest dla nas obecnie przekazywanie zuchów do harcerzy miast trzymania ich w gromadzie (w myśl filozofii “może kiedyś się przyda”). Może, choć to już daleko posunięty wniosek wpłynęłoby to na problem trzymania w drużynach siódmych i ósmych przybocznych, miast tworzenia zastępów (czy drużyn) wędrowniczych. 

Bażant Uważny

Jedna odpowiedź do “”

Skomentuj admin5499 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Comments

Jedna odpowiedź do „”

  1. Nie wierzę, że to działa

Skomentuj admin5499 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *